Jest to danie, które jadłam raz, zrobione przez słowacką panią domu. Usłyszałam wówczas, że jest to jedno z tradycyjnych dań słowackich. Ale internetowy research wskazuje na to, że jest to danie węgierskie, co jest bardzo prawdopodobne, ze względu na ogromny wpływ, jaki te dwa kraje mają na siebie.
W każdym razie zasmakowało mi to niezmiernie, jako, że ciepłe uczucia budzą we mnie słowiańskie potrawy, ale też ze względu na subtelny i słodkawy smak sosu i pyszne jędrne haluszki.
Przygotowanie jest w miarę proste (na skomplikowane potrawy raczej nie mam czasu ;)), jeśli mamy wszystkie składniki i nie musimy w trakcie biegać do sklepu, to możemy się z tym całkiem szybko uporać.
Do paprykarza potrzeba (2 porcje):
2 łyżki oliwy lub oleju
3 duże lub 4 średnie cebule
2 ćwiartki kurczaka
1,5 łyżki papryki słodkiej
0,5 szklanki bulionu drobiowego
3 łyżki kwaśnej śmietany
sól, pieprz do smaku
Do haluszek potrzeba (2 porcje):
2 duże lub 3 średnie ziemniaki
ok. szklanka mąki pszennej
1 jajko
2 łyżeczki soli
Przygotowanie:
Na patelni podsmażamy pokrojoną cebulkę, najlepiej pod przykryciem, na małym ogniu. W tym czasie możemy zająć się kurczakiem. Ja pozbawiłam go kości, ale możecie je zostawić, w każdym razie należy go pociąć na mniejsze kawałki.
Następnie wymieszać go z 0,5 łyżki papryki, tak by go w miarę równomiernie pokryła i wrzucić na oddzielną patelnię, smażyć na niewielkim ogniu przez 5-7 min.
Gdy cebulka jest już miękka i ma lekko złotawy kolor dodajemy do niej sól, pieprz oraz łyżkę papryki słodkiej ( można dodać do tego dania również 0,5 świeżej papryki czerwonej, ja tego nie zrobiłam). Mieszamy to dokładnie, by wszystkie składniki się połączyły. Następnie wrzucamy kurczaka i wlewamy bulion. Pozostawiamy to na małym ogniu, pod przykryciem, na minimum 10 minut. Następnie dodajemy śmietanę i można jeść! A nie... jeszcze haluszki!
Na haluszki musimy zetrzeć ziemniaki na najmniejszym oczku. Dodać 1 łyżeczkę soli, mąkę oraz jajko, a następnie wyrobić na masę, by odchodziła od ręki. Rozkładamy ją na desce do krojenia, dzielimy na małe kawałeczki ok 1-2 cm i wrzucamy do gotującej, osolonej wody. Można to również zrobić oryginalnym podhalańskim sposobem, czyli ścinając kluski z masy od razu do wody :)
Wyławiamy je po chwili od wypłynięcia.
Wykłądamy je na talerze, zalewamy paprykarzem i dekorujemy pietruszką.
Voila pycha! :)
czwartek, 3 listopada 2011
środa, 2 listopada 2011
Uf... najedzona
Mmm.... nareszcie. Zaspokoiłam swój dzisiejszy wszędobylski głód! Tak się miło najadłam, że nie dam rady już dziś opublikować przepisu, jutro po pracy na pewno to zrobię, a tymczasem udam się na cudną siestę, która najlepiej smakuje zaraz przed snem :)
Głód
Dziś jest strasznie głodny dzień dla mnie. Od rana właściwie myślę o tym co dziś zrobię dobrego do jedzenia. A muszę przyznać, że mam w planach coś ciekawego ;) Niestety istnieje pewien problem, zanim zrobię zakupy, przekroczę Wisłę i dotrę na swoją odległą prażkę, a potem jeszcze zanim przygotuję, miną lata świetlne od tego momentu, a rozmyślanie i planowanie tylko potęguje głód. TYM BARDZIEJ, że pierwszą część dnia zajęło mi wybieranie cateringu, czyli czytanie różnych propozycji potraw :/
Aaale.. nie ma co marudzić, bo choć to, co mam zamiar dziś zrobić jadłam tylko raz w życiu, a przygotowywałam zero razy, to moje kubki smakowe pamiętają to jako przemiłe przeżycie i warto czekać na jego powtórkę :)
Aaale.. nie ma co marudzić, bo choć to, co mam zamiar dziś zrobić jadłam tylko raz w życiu, a przygotowywałam zero razy, to moje kubki smakowe pamiętają to jako przemiłe przeżycie i warto czekać na jego powtórkę :)
niedziela, 30 października 2011
Niedzielne śniadanie mistrzów
Jestem głęboko przekonana o słuszności powiedzenia, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia... Ale na codzień za bardzo cenię każdą przespaną minutę, żeby szykować porządne śniadanie.
Co ja mówie.. Zazwyczaj nie chce mi sie wstawać, żeby zrobić jakiekolwiek śniadanie, a zaległości nadrabiam dopiero jak dotrę do pracy ;)
Dziś spaliśmy wszyscy godzinę dłużej, a ja obudziłam sie strrrasznie głodna więc plan zrobienia zwykłej jajecznicy został wzbogacony o kilka dodatkowych składników :)
Na naszych talerzach zobaczycie kanapki z szynką indyczą i serkiem z ziołami, obok plasterki fuet (pyyysznej hiszpańskiej kiełbasy dojrzewającej),wspaniałe domowej roboty ogórki małosolne no i w centrum uwagi- jajeczniczka z oscypkiem i kiełbaską, ze świeżo mielonymi : solą morską i czarnym pieprzem.
Mmm było pysznie :)
Co ja mówie.. Zazwyczaj nie chce mi sie wstawać, żeby zrobić jakiekolwiek śniadanie, a zaległości nadrabiam dopiero jak dotrę do pracy ;)
Dziś spaliśmy wszyscy godzinę dłużej, a ja obudziłam sie strrrasznie głodna więc plan zrobienia zwykłej jajecznicy został wzbogacony o kilka dodatkowych składników :)
Na naszych talerzach zobaczycie kanapki z szynką indyczą i serkiem z ziołami, obok plasterki fuet (pyyysznej hiszpańskiej kiełbasy dojrzewającej),wspaniałe domowej roboty ogórki małosolne no i w centrum uwagi- jajeczniczka z oscypkiem i kiełbaską, ze świeżo mielonymi : solą morską i czarnym pieprzem.
Mmm było pysznie :)
sobota, 29 października 2011
Torciki Pischinger
Polska wariacja na temat Wiedeńskiego przysmaku stworzonego przez cukiernię Leopolda Pischingera. Oryginalna receptura jest oczywiście tajemnicą, ale nie znaczy to, że sympatycy nie próbują jej odtworzyć :)
Ja zrobiłam ten deser głównie ze względu na przypadłość kuchenną, na którą cierpię - brak piekarnika. Jest to ciężki kawałek chleba, ale przecież nie powstrzyma mnie przed robieniem łakoci. Tym bardziej, że dziś szczególna okazja, jaką są odwiedziny rodziców mojego mężczyzny.
Jest to przysmak, którego opis nie zwala z nóg milionem drobnych kroczków do wykonania, a wygląd końcowy jest bardzo przyjemny dla oka.
Do wykonania torcików potrzebujemy:
150 g orzechów włoskich bez łupin
150 g czekolady gorzkiej (ja użyłam z 70% kakao)
125 ml śmietanki 30%
175 g cukru
25 g masła
1 opakowanie wafli
*** podane wielkości są przybliżeniem, można do smaku zwiększyć ilość czekolady, albo zmiejszyć ilość cukru itp.
Przygotowanie krok po kroku:
Zaczynamy od przygotowania orzechów. Jeśli macie orzechy w łupinach, to rozbierzcie je :) Jeśli zaś bez, to należy je zmielić.
Z mieleniem sprawa wygląda następująco - możemy zmielić je dokładnie, dzięki czemu uzyskamy gładką masę. Możemy również zmielić je mniej dokładnie, pozostawiając trochę większych kawałeczków, które sprawią potem, że ciasto będzie bardziej chrupiące, ale masę będzie ciężej rozsmarować. Ja pozostawiłam kawałeczki, czego nie żałuję :)
Następnie należy wziąć ok. 100 ml śmietanki, zagotować ją na niewielkim ogniu. Po zagotowaniu, jeszcze go zmniejszyć, a następnie dodać: ok. 15 g masła, 150 g cukru oraz 120 g zmielonych orzechów. Dokładnie mieszać do uzyskania gęstej masy i rozpuszczenia cukru. Po uzyskaniu zadowalającego efektu masę odstawiamy i czekamy aż ostygnie.
Nie musimy jednak czekać bezczynnie! Ilości przeze mnie podane są zwiększone o produkty potrzebne do polewy czekoladowej. Nie jest to składnik niezbędny, dlatego jej przygotowanie opiszę oddzielnie.
Do niewielkiego rondelka lub garnuszka wlewamy pozostałą śmietankę, czekamy aż się zagotuje, następnie dodajemy pozostałe masło, cukier oraz czekoladę i znowu mieszamy do uzyskania gęstej masy.
Oczywiście, jak pewnie zauważyliście można to zrobić za jednym razem, wówczas tak samo wykonujemy wszystkie kroki (poza dodaniem orzechów) i odlewamy 3/4 szklanki polewy i dopiero wtedy dodajemy orzechy.
Następnie mamy znowu dwie opcje :) Możemy pozostawić go w takiej wielkości, albo zrobić to, co ja, czyli podzielić na niewielkie kawałki. W obydwu przypadkach postępujemy tak samo. Jeśli zdecydowaliśmy się na polewę, to smarujemy torciki polewą, a następnie delikatnie obtaczamy boki w orzechach. Po tym należy zostawić je jeszcze na godzinkę by polewa zgęstniała.
Enjoy!
czwartek, 27 października 2011
Minus pierdyliard
Zaczął się sezon, w którym każde przywitanie zaczyna się od bardziej lub mniej cenzuralnego wyrażenia, że jest zimno. Dziś jest taki właśnie dzień, że naprawdę jest już zimno i nie bardzo mogę sobie wyobrazić, że będzie jeszcze zimniej... a będzie! I to już niedługo :)
Aaaale zimowe wieczory skłaniają do gotowania pyszności! Nie lekkich i zdrowych, a tłustych i sycących, czyli mniamuśki!
Aaaale zimowe wieczory skłaniają do gotowania pyszności! Nie lekkich i zdrowych, a tłustych i sycących, czyli mniamuśki!
środa, 26 października 2011
The one when it all started
Za moim praskim oknem jesiennie. Zaczynam aklimatyzować się w nowej lokalizacji i doceniać uroki Pragi, np wspaniały widok, jaki mam za oknem. Mieniących się jesiennych kolorów. Przyjemna aura do rozmyślań...
L4, mimo, że tylko kilkudniowe, skłoniło mnie do przeróżnych refleksji, o których może nie będę tu pisała, bo wątpię, żeby kogokolwiek zainteresowały, jednak muszę przyznać, że z ulgą myślę o jutrzejszej pracy :) Już wkrótce pierwszy przepis, ale niestety- nie na życie ;)
L4, mimo, że tylko kilkudniowe, skłoniło mnie do przeróżnych refleksji, o których może nie będę tu pisała, bo wątpię, żeby kogokolwiek zainteresowały, jednak muszę przyznać, że z ulgą myślę o jutrzejszej pracy :) Już wkrótce pierwszy przepis, ale niestety- nie na życie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


