czwartek, 10 listopada 2011
środa, 9 listopada 2011
Krówki czekoladowe
Podczas chłodniejszych wieczorów, zauważyłam u siebie coraz częściej pojawiającą się potrzebę czegoś bardzo słodkiego. Krówki to takie bardzo słodkie cukierki, które taką potrzebę zaspokoją. Tym razem zostały przyrządzone przez mojego mężczyznę, który koniecznie chciał mi coś udowodnić.
Bardzo lubię takie sytuacje, gdyż za każdym razem jak on chce mi udowodnić, że coś potrafi zrobić, znaczy to, że ja nie muszę tego robić. Uwielbiam stawiać takie wyzwania!
Krówki nie są trudne do zrobienia, ale trzeba pamiętać o kilku rzeczach:
- nie gotować na dużym ogniu
- cały czas mieszać
- nie spieszyć się, doprowadzić do gęstości, która będzie wyraźna
330 ml śmietanki 30%
2/3 szklanki cukru
pół czekolady gorzkiej
Przygotowanie:
Przygotowujemy naczynko, w którym krówki będą nam stygły. Najlepiej jakieś pudełeczko na żywność, wysmarowane tłuszczem.
Do garnka wlewamy śmietankę i wsypujemy cukier.
Nastawiamy niewielki ogień i doprowadzamy do wrzenia (cały czas mieszamy!).
Następnie zmniejszamy ogień i jeszcze przez 20 min gotujemy (cały czas mieszając!).
Następnie dodajemy czekoladę i mieszamy do dokładnego rozpuszczenia i połączenia składników.
Przelewamy do naczynka.
Czekamy, aż wystygnie, potem wkładamy na godzinkę do lodówki, lub przy niskich, jak teraz, temperaturach za okno i możemy jeść.
http://dzismamochotena.blox.pl/2011/11/Kruche-krowki-czekoladowe-z-orzechami-laskowymi.html
odejmując z niego orzechy
wtorek, 8 listopada 2011
Burgery w Hard Rock Cafe
Mieliśmy wczoraj małą okazję do świętowania, w związku z czym wybraliśmy się do Hard Rock Cafe.
Ja zamówiłam Hickory BBQ Bacon Cheeseburger, którego widać na zdjęciu.
Burgery lepsze niż w Jeffs'ie, ale nie mogę powiedzieć, żeby powaliły na kolana. Bardzo przyjemną rzeczą było gorące mięso, które czuć było, że dopiero zostało zdjęte z rusztu. Do tego niezłe frytki i sałatka raczej dekoracyjna. Lubię sos BBQ i ich był naprawdę niezły, ale trochę, jak na mój gust było go mało, a bardzo dużo za to karmelizowanej cebuli, którą trudno było pogryźć.
W Hard Rock'u najbardziej lubię muzykę, która jest na idealnym poziomie głośności. Pozwala rozmawiać, ale zdecydowanie ją słychać, co jest w moim odczuciu zaletą, bo puszczają bardzo fajne kawałki.
Generalnie Hard Rock Cafe jest miejscem przyjemnym, ale chyba wolę bardziej kameralne lokale. Ceny przystają do marki i lokalizacji, a porcją można się najeść. Myślę, że reprezentują wyższą półkę jeśli chodzi o amerykańskie jedzenie.
A Wy lubicie takie potrawy?
poniedziałek, 7 listopada 2011
Omlet Austriacki lub Cesarski
Bez zbędnego gadania: to jest pyszne. Wspaniale delikatny, doskonale pulchny, idealnie słodki!
Oczywiście, jak mój mężczyzna zobaczył, że kroję do niego jabłka, był niezmiernie zasmucony, że nie jest to mięso. Mimo wszystko zjadł ze smakiem, chociaż potraktował go jako deser do dania głównego kanapek z serdelkami, które koniecznie kazał mi sfotografować i przekazać, że to jest kuchnia z wyższej półki, co też czynię - jedzcie kanapki z serdelkami, to jest dopiero niebo w gębie! :)
Wracając do cudnego omletu. Zrobiłam go kilkadziesiąt minut po zobaczeniu go na blogach: http://lepszysmak.wordpress.com oraz http://bakeandtaste.blogspot.com, gdyż zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)
Ja zrobiłam omlet bez rodzynek, gdyż za nimi nie przepadam. No i mimo, że z powyższych przepisów wynika, że jest to porcja dla dwóch osób, to nie dajcie się nabrać ;) Jeśli lubicie słodkości, albo jesteście głodni, to proporcje, które Wam podam są zdecydowanie dla jednej osoby. Chyba, że potraktujecie omlet jako przekąskę poserdelkową, wtedy jeden Wam wystarczy :)
Składniki:

1 małe lub średnie jabłko
1 jajko
1/4 szklanki mąki
1/4 szklanki mleka
1,5 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka masła
cukier puder, powidła lub syrop klonowy do podania
Przygotowanie:
1. Obieramy jabłko i kroimy na małe kosteczki.
2. W kubku ucieramy jajko z mąką i z mlekiem
3. W misce ubijamy białko z cukrem na sztywną pianę.
3. Łączymy ciasto z kubka z pianką z białek, mieszamy delikatnie, ale dokładnie.
4. Dorzucamy jabłko, łączymy wszystkie składniki.
5. Na sporej patelni roztapiamy masło, rozprowadzamy je po całej powierzchni, przykrywamy.
6. Kiedy widzimy, że ciasto już się ścięło, możemy go przewrócić- pomóc sobie przekładając go na talerz, wówczas wrzucając znowu odrobinę masła. Ja przewróciłam za pomocą dwóch łopatek, ale dzięki teflonowej patelni brak masełka z drugiej strony nie zaszkodził.
7. Smażymy jeszcze chwilę, by przyrumienić go z drugiej strony.
8. Dzielimy go na kilka mniejszych części i do podania korzystamy z wybranego dodatku, u mnie tym razem był cukier puder, ale następnym razem na pewno będzie syrop klonowy :)
Ten omlet na pewno trafi na stałe do mojego jadłospisu i to nie tylko śniadaniowego, gdyż jak już pisałam, śniadania nie są moją najmocniejszą stroną, gdyż wymagają aktywności rano. Jest to doskonała przekąska i świetna, zdrowsza, bo mniej tłusta alternatywa dla racuchów.
Gorąco polecam!
sobota, 5 listopada 2011
Sałatka z rucoli i oscypka
Przygotowanie jest szybkie i proste, a smak naprawdę ciekawy!
Sałatka składa się z:
100 g mieszanki rucoli i radicchio
120 g oscypka
2 średnich pomidorów
1 kulka mozarelli
sok z 1 cytryny
2 ząbki czosnku
1/3 szklanki oliwy z oliwek
kilka listków bazylii
sól, pieprz
Przygotowanie:
Najpierw myjemy rucolę (ja wrzuciłam ją do durszlaka, wsadziłam pod kran, a następnie nakryłam miską i porządnie wytrząsłam- gdyż nie posiadam maszynki do suszenia sałaty:))
Następnie kroimy wszystkie składniki (oscypek, pomidory, mozarellę) na kawałki ok 1 cm. Wrzucamy je do sporej miski, razem z rucolą.
Następnie przygotowujemy sos:
Do szklanki wlewamy sok wyciśnięty z jednej cytryny, wrzucamy listki bazylii oraz czosnek, sól i pieprz do smaku, zalewamy to wszystko oliwą i energicznie mieszamy, tak by bazylia mogła puścić odrobinę soku.
Zalewamy tą miksturą sałatkę i mieszamy dokładnie, a następnie.. jemy!
czwartek, 3 listopada 2011
Paprykarz węgiersko-słowacki z haluszkami
Jest to danie, które jadłam raz, zrobione przez słowacką panią domu. Usłyszałam wówczas, że jest to jedno z tradycyjnych dań słowackich. Ale internetowy research wskazuje na to, że jest to danie węgierskie, co jest bardzo prawdopodobne, ze względu na ogromny wpływ, jaki te dwa kraje mają na siebie.
W każdym razie zasmakowało mi to niezmiernie, jako, że ciepłe uczucia budzą we mnie słowiańskie potrawy, ale też ze względu na subtelny i słodkawy smak sosu i pyszne jędrne haluszki.
Przygotowanie jest w miarę proste (na skomplikowane potrawy raczej nie mam czasu ;)), jeśli mamy wszystkie składniki i nie musimy w trakcie biegać do sklepu, to możemy się z tym całkiem szybko uporać.
Do paprykarza potrzeba (2 porcje):
2 łyżki oliwy lub oleju
3 duże lub 4 średnie cebule
2 ćwiartki kurczaka
1,5 łyżki papryki słodkiej
0,5 szklanki bulionu drobiowego
3 łyżki kwaśnej śmietany
sól, pieprz do smaku
Do haluszek potrzeba (2 porcje):
2 duże lub 3 średnie ziemniaki
ok. szklanka mąki pszennej
1 jajko
2 łyżeczki soli
Przygotowanie:
Na patelni podsmażamy pokrojoną cebulkę, najlepiej pod przykryciem, na małym ogniu. W tym czasie możemy zająć się kurczakiem. Ja pozbawiłam go kości, ale możecie je zostawić, w każdym razie należy go pociąć na mniejsze kawałki.
Następnie wymieszać go z 0,5 łyżki papryki, tak by go w miarę równomiernie pokryła i wrzucić na oddzielną patelnię, smażyć na niewielkim ogniu przez 5-7 min.
Gdy cebulka jest już miękka i ma lekko złotawy kolor dodajemy do niej sól, pieprz oraz łyżkę papryki słodkiej ( można dodać do tego dania również 0,5 świeżej papryki czerwonej, ja tego nie zrobiłam). Mieszamy to dokładnie, by wszystkie składniki się połączyły. Następnie wrzucamy kurczaka i wlewamy bulion. Pozostawiamy to na małym ogniu, pod przykryciem, na minimum 10 minut. Następnie dodajemy śmietanę i można jeść! A nie... jeszcze haluszki!
Na haluszki musimy zetrzeć ziemniaki na najmniejszym oczku. Dodać 1 łyżeczkę soli, mąkę oraz jajko, a następnie wyrobić na masę, by odchodziła od ręki. Rozkładamy ją na desce do krojenia, dzielimy na małe kawałeczki ok 1-2 cm i wrzucamy do gotującej, osolonej wody. Można to również zrobić oryginalnym podhalańskim sposobem, czyli ścinając kluski z masy od razu do wody :)
Wyławiamy je po chwili od wypłynięcia.
Wykłądamy je na talerze, zalewamy paprykarzem i dekorujemy pietruszką.
Voila pycha! :)
W każdym razie zasmakowało mi to niezmiernie, jako, że ciepłe uczucia budzą we mnie słowiańskie potrawy, ale też ze względu na subtelny i słodkawy smak sosu i pyszne jędrne haluszki.
Przygotowanie jest w miarę proste (na skomplikowane potrawy raczej nie mam czasu ;)), jeśli mamy wszystkie składniki i nie musimy w trakcie biegać do sklepu, to możemy się z tym całkiem szybko uporać.
Do paprykarza potrzeba (2 porcje):
2 łyżki oliwy lub oleju
3 duże lub 4 średnie cebule
2 ćwiartki kurczaka
1,5 łyżki papryki słodkiej
0,5 szklanki bulionu drobiowego
3 łyżki kwaśnej śmietany
sól, pieprz do smaku
Do haluszek potrzeba (2 porcje):
2 duże lub 3 średnie ziemniaki
ok. szklanka mąki pszennej
1 jajko
2 łyżeczki soli
Przygotowanie:
Na patelni podsmażamy pokrojoną cebulkę, najlepiej pod przykryciem, na małym ogniu. W tym czasie możemy zająć się kurczakiem. Ja pozbawiłam go kości, ale możecie je zostawić, w każdym razie należy go pociąć na mniejsze kawałki.
Następnie wymieszać go z 0,5 łyżki papryki, tak by go w miarę równomiernie pokryła i wrzucić na oddzielną patelnię, smażyć na niewielkim ogniu przez 5-7 min.
Gdy cebulka jest już miękka i ma lekko złotawy kolor dodajemy do niej sól, pieprz oraz łyżkę papryki słodkiej ( można dodać do tego dania również 0,5 świeżej papryki czerwonej, ja tego nie zrobiłam). Mieszamy to dokładnie, by wszystkie składniki się połączyły. Następnie wrzucamy kurczaka i wlewamy bulion. Pozostawiamy to na małym ogniu, pod przykryciem, na minimum 10 minut. Następnie dodajemy śmietanę i można jeść! A nie... jeszcze haluszki!
Na haluszki musimy zetrzeć ziemniaki na najmniejszym oczku. Dodać 1 łyżeczkę soli, mąkę oraz jajko, a następnie wyrobić na masę, by odchodziła od ręki. Rozkładamy ją na desce do krojenia, dzielimy na małe kawałeczki ok 1-2 cm i wrzucamy do gotującej, osolonej wody. Można to również zrobić oryginalnym podhalańskim sposobem, czyli ścinając kluski z masy od razu do wody :)
Wyławiamy je po chwili od wypłynięcia.
Wykłądamy je na talerze, zalewamy paprykarzem i dekorujemy pietruszką.
Voila pycha! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







